[Smocza Dolina] Era Odrodzenia. Wstęp.

buttonDrodzy gracze, mam przyjemność zaprosić was do Ery właściwej, w której wszystko powinno już być dopięte na ostatni guzik pod względem mechanicznym jak i fabularnym. Na pewno znajdzie się jeszcze kilka błędów, które będę musiał poprawić, jednak mam nadzieje że będą to jedynie drobne literówki i niedociągnięcia. Forum pojawi się około godziny 22. A tymczasem, zapraszam wszystkich do wspólnej zabawy! Poniżej znajduje się część fabularna wieści, w której znajduje się wstęp do fabuły. Jednocześnie pragnę przeprosić wszystkich za obsuwę ze startem właściwej ery, ale niestety, mój wyjazd spowodował że do niedzieli nie było mnie w domu.

Tu przecież były zgliszcza… Ta kraina była martwa! Na własne oczy widziałem jej upadek, wojny trawiące ją od środka, najazdy… Powiedz mi jak?! Jakim cudem mój dom nadal istnieje, i teraz znów tętni życiem?! ODPOWIEDZ! – Młody chłopak, na oko mający góra 27 lat szarpał za ramiona starego mężczyznę z długą brodą.
Uspokój się… – starzec mówił łagodnie, wręcz uspokajająco. – Sam dobrze wiesz, że nie wszystko zawsze kończy się nieszczęśliwie… Nasz Król nas zawiódł. Pozwoli doprowadzić nasz dom do wyludnienia, zdezerterował, uciekł. Ale wrócił…
Ten podły… – starzec podniósł rękę, dając znak że jeszcze nie skończył.
Wiele mamy mu do zarzucenia, ale wrócił, odbudował nasz dom, i kto wie, może teraz jest jeszcze lepiej…? Nieufność puka do drzwi wielu mieszkańców którzy postanowili dać jeszcze jedną szansę swojemu Królowi… – starzec pogładził swoją brodę – Wiele wody upłynie nim wszystko znów wróci do normalności, nim ludzie wrócą, ale ja jestem dobrej myśli.
Chłopak który cały czas pilnie słuchał starca, pokiwał głową jakby na znak zrozumienia. Po chwili odezwał się do starca:
A jeśli znów stanie się to co dawniej, jeśli znów będziemy zmuszeni szukać nowego domu?
Jeśli byłbyś aż tak niepewny swoich decyzji, nie byłoby Cię tutaj…
Być może masz racje… Czas pokaże, czy Król wyciągnął wnioski ze swojej lekcji…
Czas pokaże… Na pewno nic już nie będzie takie jak dawniej… – starzec uśmiechnął się półgębkiem, spoglądając na chłopaka.
Co masz na myśli…? – zapytał niepewnie chłopak.
Już niedługo się przekonasz…

Rok 1806 Ery Odrodzenia

Sześć lat upłynęło od momentu, kiedy na terytorium Królestwa Smoczej Doliny doszło do ostatniego starcia z magiem, mężczyzną znanym jako Jikpolsharr Rozpruwacz. Pięć zaś odkąd stanowisko Wielkiego Mistrza Nowego Porządku Świata objął Caldur Galvorn. Był to okres praktycznie niczym niezmąconego spokoju – w tym czasie nie doszło do kolejnych większych starć z magami, nie sposób było usłyszeć o działalności Złotego Smoka i kultu, któremu już długie lata przewodził. Powoli wprowadzano kolejne reformy, przy czym najwięcej zmian przypadło na rok 1805, w którym to przeprowadzono reformę wojskową, a także po raz kolejny podniesiono podatki. Zmiany nie ominęły także urzędników, bowiem na stanowiska namiestników poszczególnych prowincji powołane zostały nowe osoby. Oczywiście, jak zwykle byli to arystokraci. Kiedy więc wraz z początkiem roku 1806 rozpoczęły się pobory do armii, niemalże natychmiastowo pojawiły się plotki, jakoby król szykował się na wojnę. I to nie od wczoraj…
Wieści, jak to w takiej sytuacji bywa, rozeszły się lotem błyskawicy. W niedługi czas później, o wszystkim wiedziano już nie tylko w królestwie, ale i w graniczącym z nim Księstwie Vinlar. Państwo to, od dawien dawna targane problemami wewnętrznymi, jeszcze bardziej pogrążyło się w chaosie… O ile to właściwie było jeszcze możliwe. Każde z tutejszych stronnictw dorzuciło swoje pięć groszy, każdy pragnął coś dla siebie ugrać. Krążyły plotki, jakoby jeden z tutejszych arystokratów posunął się nawet i do tego, żeby wyprawić się do Lome-Oiry, chcąc z samym władcą Smoczej Doliny rozmawiać na temat zmian, jakie w Vinlarze wprowadzone zostaną już po zwycięskiej dla Ahearna Abrala wojnie. Oczywiście, jakby za sprawą magii, nazwiska owego zdrajcy nikt nie znał… Ale na co komu ono potrzebne, kiedy nie stanowił on głównego problemu, z jakim zmaga się państwo?
Elfy.. To właśnie one wszystkim zamieszkującym południowe tereny księstwa, dają się strasznie we znaki. Atakują podróżnych, napadają na wioski. Przeklęci członkowie Elfiej Walczącej wyrządzili już więcej szkód, niźli żołnierze Abrala kiedykolwiek zdążą. Jeśli to wszystko w dalszym ciągu będzie tak wyglądać, to wrogie wojska wkroczą na tutejsze tereny już po tym, jak wywieszone zostaną białe flagi… I nie ma w tym ani krztyny przesadyzmu.
Specjalne oddziały powołane do walk z buntownikami od dawna na swym koncie nie odnotowały kolejnych sukcesów. Członkowie Elfiej Walczącej zaś, przypominali o sobie coraz to częściej. Na samym początku 1806 roku z dymem zdołali puścić trzy pomniejsze wioski, wybijając dodatkowo sporą część ich mieszkańców, reszcie zaś pozwalając udać się do stolicy bądź w inne części księstwa, aby o wydarzeniach tych czym prędzej dowiedziała się reszta świata. I tak też się stało.
Wieści o dość napiętej sytuacji w Vinlarze, a także możliwej wojnie księstwa z królestwem, dotarły nawet i na pustynne w dużej części tereny Sakkary… Gdzie właściwie nikomu do szczęścia nie były potrzebne. Panujący tu Enred-Adar, tak jak i poprzedni władcy owego państwa, nie interesował się polityką prowadzoną przez władców położonych na północy państw. Miał on własne problemy… Jak chociażby konieczność wykrycia kolejnego, być może tym razem nieurojonego spisku. W ciągu ostatniej dekady zdołał on już pozbyć się dwóch żon, wygnać jednego z synów, drugiego posłać do wojska z nadzieją, że polegnie, a kolejnego cichaczem uśmiercić. Nic więc dziwnego w tym, że poddani postrzegają go jako paranoika, dziwaka… Osobę szaloną. Jego dziwactwa na nikim zdają się już nie robić wrażenia, nikogo nie zaskoczył nawet fakt, iż przed kilkoma dniami zdecydował się na ścięcie swej trzeciej już żony, dostrzegając w niej kolejne zagrożenie.